piątek, 29 marca 2013

Recenzja : Rimmel, Match Perfection, Cream Gel Foundation (Podkład dopasowujący się do cery)

Na temat tego podkładu pojawiły się już setki recenzji. Blogerki albo go kochają, albo
nienawidzą. Skąd biorą się te skrajne recenzje? 
Wydaję mi się, że zdołałam odkryć cechy podkładu, które się do tego przyczyniły.


"Kremowy podkład w żelu. Natychmiastowy efekt doskonałej cery. Dopasowuje się do struktury i odcienia skóry. Zapewnia naturalny wygląd i pięknie rozświetloną cerę."

 Skład: Aqua, Water, Cyclopentasiloxane, Sodium, Acrylate, Sodium Acryloyldimethyl, Taurate, Copolymer, Hydrogenated Polydecene, Sorbitan Laurate, Mica, Sodium Pca, Capryl Glycol, Lecithin, Ascorbyl, Glucoside, Cinnamal, Tocopheryl, Dimethicone, Limoneneailylate, Buthyl Phenyl, Methylpropional, Sapphire Powder.

 Aqua, Water- rozpuszczalnik, baza kosmetyku.
 Cyclopentasiloxane - Zapewnia łatwiejsze rozprowadzanie kosmetyku. Tworzy na skórze film, który zapobiega odparowywaniu wody ze skóry.
Sodium- Zapobiega wysychaniu kosmetyku. Odpowiedzialny za utrzymanie wody w naskórku, dzięki czemu zmiękcza go, nawilża i wygładza.
Acrylate- Zapobiega rozwarstwianiu się kosmetyku, przedłuża trwałość. Właściwości nawilżające.
Sodium Acryloyldimethyl- Odpowiedzialny za żelową konsystencje. Zapewnia uczucie świeżości, topnieje w kontakcie ze skórą, pozostawia uczucie aksamitnej miękkości.
Taurate- Zagęstnik, stabilizuje emulsję, filmotwórczy, daje na skórze uczucie jedwabistości.
Copolymer- Zwiększa lepkość kosmetyku oraz wiąże jego składniki, stabilizuje.
Hydrogenated Polydecene- Jest odpowiedzialny za ograniczanie transepidermalnej utraty wody, dzięki czemu nawilża, a także zmiękcza i wygładza naskórek.Substancja poprawia właściwości aplikacyjne, w tym rozprowadzanie kosmetyku, a także nadaje uczucie jedwabistości na skórze
Sorbitan Laurate- Składnik umożliwiający powstanie emulsji.
Mica- Daje efekt rozświetlonej skóry. Nadaje perłowy wygląd kosmetykom. Mika jest surowcem mineralnym wydobywanym z ziemi i dlatego może zawierać śladowe ilości metali ciężkich. Dotychczas przeprowadzone badania wskazują, że tak znikome ilości metali ciężkich nie wpływają negatywnie na zdrowie ludzi, dlatego surowiec może być stosowany w kosmetykach bez żadnych ograniczeń.
Sodium Pca- Substancja filmotwórcza, hydrofilowa, rozpuszczalna w wodzie. Jest odpowiedzialna za utrzymywanie wody w naskórku, dzięki czemu go nawilża, a także zmiękcza i wygładza skórę. Zapobiega wysychaniu kosmetyku.
Capryl Glycol- Ma zdolność przechodzenia przez naskórek w głąb skóry. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni.
Lecithin- Wpływa na poprawę stopnia nawilżenia skóry. Umożliwia powstanie emulsji.
Ascorbyl- Antyoksydant (przeciwutleniacz), spowalnia procesy starzenia się skóry, wywołane np. promieniowaniem UV lub dymem papierosowym. Zapobiega lub w znaczny sposób ogranicza szybkość zachodzenia procesu utleniania zawartych w kosmetyku składników tłuszczowych, np. niektórych cennych olejów roślinnych.
Glucoside- Składnik umożliwiający połączenie fazy wodnej z fazą olejową.
Cinnamal - Imituje zapach cynamonu. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów.
Tocopheryl - Wykazuje zdolność wbudowywania się w struktury lipidowe błon komórkowych i cementu międzykomórkowego warstwy rogowej, dzięki czemu wzmacnia barierę naskórkową. Wzmocnienie bariery naskórkowej utrudnia wnikanie substancji obcych i zapobiega podrażnieniom.
Dimethicone- Tworzy na powierzchni skóry film, który ogranicza ucieczkę wody z naskórka. Ułatwia rozprowadzanie, daje efekt wygładzenia. Ponadto z powodu dużych cząsteczek nie penetruje w głąb skóry.
Limoneneailylate- Imituje zapach skórki cytrynowej. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów.
Buthyl Phenyl/ Methylpropional- Aldehyd aromatyczny. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów.
Sapphire Powder - (najtrudniejszy do znalezienia) odpowiedzialny za dostosowywanie się kosmetyku do koloru skóry

Wnioski: Podkład ma silne działanie nawilżające, jednak zawiera substancje alergenne oraz może przyczynić się do powstawania zaskórników. Jeśli masz delikatną cerę ze skłonnościami do zapychania oraz uczuleń, to kosmetyk może się nie sprawdzić.


Cena: 25-30 zł/ 18 ml
Dostępność: każde stoisko Rimmel (np. Rossmann, Natura) 



Bardzo długo zastanawiałam się nad zakupem tego kosmetyku. Za każdym razem, gdy podchodziłam do półki Rimmel, przypominały mi się negatywne jego recenzje. W końcu jednak Tomas nie mógł wytrzymać mojego gadania o tym pokładzie i sam mi go kupił.


Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła, to "odwrócone" opakowanie, nazwa produktu znajduje się na szklanym spodzie, co może być irytujące, ale nie wpływa na korzystanie. 

Na zdjęciu powyżej można zobaczyć zabezpieczenie, które załączono do opakowania. Jest bardzo przydatne, podkład mimo gęstej konsystencji może pobrudzić wieczko. Jednak osłona posiada wielki minus - bardzo ciężko ją wyciągnąć. Wgłębienie jest zbyt płytkie, jeśli macie długie paznokcie, to wątpię abyście "odbezpieczyły" kosmetyk w tradycyjny sposób. Jednak na wszystko można znaleźć rozwiązanie ;) Od prawie samego początku, przy odkręcaniu podkładu, odwracałam opakowanie szklanym wieczkiem do góry (nie bójmy się tego, kosmetyk nie jest aż tak rzadki aby momentalnie się wylać), delikatnie potrząsałam i wtedy zabezpieczenie opadało na przykrywkę. 

Dla mnie dużym minusem jest opakowanie w formie słoiczka. Aby dostać się do pokładu trzeba odkręcić przykrywkę, przez co kosmetyk ma regularny kontakt z powietrzem, co sprawia, że podkład szybciej się starzeje oraz sprzyja rozwijaniu się bakterii. Dodatkowo trzeba włożyć do środka pędzelek lub palec (zależy kto czego używa), wiadomo jednak, że perfekcyjnie czyste nigdy nie są. 

Tutaj mogę przejść do tych 18 ml. Sporo osób narzeka, że produktu jest za mało (standard to 30 ml), ale bądźmy szczere - ile podkładów zużyłyście do końca? Bo ja jeszcze żadnego. Zanim się skończyły, to już się nim nudziłam i kupowałam kolejne. Sądzę również, że przy niehigienicznym słoiczku, im mniej produktu tym lepiej. Wolę kupować częściej mniejsze opakowanie, niż mieć jedno wielkie w którym ciągle rozwijają się bakterie. 



Posiadam odcień "100 Ivory". W opakowaniu może wydawać się bardzo ciemny, ale po nałożeniu na skórę pięknie dopasowuje się do odcienia skóry, chociaż wątpię aby był dobry dla osób o mlecznobiałej cerze. 

W związku z odcieniami mam dla Was ciekawostkę. Może nawet nie zwróciłyście na to uwagi, ale oznaczenia na pasku obok maja różną czcionkę. Taka gruba i powiększona, jak na zdjęciu powyżej, oznacza , że mamy do czynienia z jaśniejszym odcieniem, jeśli zobaczycie, że czcionka jest malutka, to posiadacie kosmetyk o ciemniejszym kolorku. Odradzam Wam zakup wersji, której odcień oznaczony został pomniejszonym drukiem. Ich tonacja oprócz tego, że jest ciemniejsza, to wpada w pomarańcz, tworzy smugi i podkreśla pory. Sądzę, że właśnie z tej rozbieżności wzięły się tragiczne recenzje. 


Mnie na początku podkład zraził do siebie. Niestety nie potrafi współpracować z innymi kosmetykami. Próbowałam nakładać na niego różne pudry, ale zawsze kończyło się efektem "warzenia". Podobnie było gdy punktowo stosowałam korektor. W tych miejscach wypryski były okropnie podkreślone (o dziwo, gdy nałożę korektor pod oczy, to nie dzieje się nic złego). 
Kosmetyk może również podkreślać drobne włoski na twarzy, ale w tym wypadku wystarczy zebrać nadmiar podkładu gąbeczką lub chusteczką. 
Jego krycie mogę określić jako słabe, efekt da się stopniować do średniego. Ukryje przebarwienia, ale wypryski wciąż pozostaną w pewnym stopniu widoczne. 
Problemem dla mnie jest również jego słaba trwałość. U mnie bardzo szybko znika z brody i czubka nosa, czyli miejsc, które są narażone na częsty dotyk. 



Jednak gdy nauczyłam się, jak należy stosować ten kosmetyk i wiedziałam na co muszę uważać, stał się on niezastąpiony. Jest to mój pierwszy podkład, który rzeczywiście staje się niewidoczny na skórze. Sprawia, że cera wydaje się ożywiona, wypoczęta i wygładzona. Kosmetyk rozświetla, ale w delikatny i naturalny sposób. Na początku nie wiedziałam jak się obyć bez pudru, ale teraz cieszę się, że nie muszę go używać. Mam wrażenie, że dzięki temu i lekkiemu podkładowi, moja skóra w końcu oddycha, coraz rzadziej wyskakują mi "niespodzianki". Posiadam cerę, która zawsze jest zmęczoną i ma szarawy odcień, po użyciu tego podkładu wygląda rewelacyjnie. 

Wydajność jest niesamowita, odrobina kosmetyku wystarcza na pokrycie całej twarzy. Opakowanie jest solidne i nie straszna mu żadna podróż. Dodatkowo ma bardzo przyjemny zapach.


Używałam już mnóstwa podkładów, ale mogę stwierdzić, że ten jest najlepszy i na pewno będę go już regularnie kupować. 



~*~

Mam nadzieję, że recenzja przypadnie Wam do gustu. 
Rozszyfrowanie składu zajęło mi mnóstwo czasu, ale uznałam, że większość kobiet zupełnie się na tym nie zna, a dobrze jest wiedzieć, co nakładamy na naszą skórę. 

Udało mi się przebrnąć przez wiosenne porządki! Najgorsza była dla mnie przebiórka ubrań oraz znalezienie dobrego miejsca na wszystkie moje torebki... Jednak podołałam, chociaż zajęło mi to cały dzień. Chyba pierwszy raz w życiu przyznałam się, że mam za dużo ciuchów ;p

Niespodzianka aby Was rozweselić w tę okropną pogodę. 
Jedno z moich ulubionych zdjęć Szymka.




Na temat następnego wpisu mam przygotowaną recenzję kremu BB od Bobbi Brown. Będzie to poprawiona wersja wstawionej na poprzedniego bloga i szczycę się tym, że jak na razie jestem chyba jedyną polską, która wystawiła jego recenzje ;)




buziaki,
agu 

PS. W końcu otrzymałam wiadomość zwrotną od Sephory. Pod recenzją korektora  pojawi się skład, który mi przysłali.

wtorek, 26 marca 2013

"Liebster Award"



Jeszcze nic nie widać, ale ja już czuję wiosnę
Nie mogę się jej doczekać ;)


~*~

Zostałam nominowana do zabawy   
Liebster Award
i dziękuję jej za to ;) Miłe zaskoczenie



"Zasady:
Nominację otrzymujemy od innego bloggera. Przeważnie otrzymują ją blogi o małej ilości obserwujących (do 200), co pozwala na ich rozpowszechnienie. Jest to swego rodzaju „nagroda” za nienaganne prowadzenie bloga. Odpowiadamy na 11pytań otrzymywanych od osoby nominującej, następnie naszym zadaniem jest nominować 11 osób i podać nowe pytania.
Ważne: Nie można nominować osoby, która nominowała Ciebie !"
Pytania i moje odpowiedzi:
 

1. Dlaczego postanowiłaś prowadzić bloga?
Od dłuższego czasu namawiał mnie do tego Tomas. Mogłam mu godzinami opowiadać o różnych kosmetykach, on też należy do tego typu mężczyzn, których kosmetyczka zajmuje sporo miejsca. Stąd wziął się pomysł na prowadzenie wspólnego bloga z recenzjami kosmetyków, później wzbogaciliśmy go o recenzje książek, filmów, lifestyle i kilka razy pokazaliśmy jakieś ciuchy, a ostatnio przenieśliśmy się z pingera tutaj ;)

2. Korzystasz z jakiś ciekawych rozszerzeń do bloga, które możesz polecić?
Na pewno nie ;) Po pierwsze - bardzo lubię prostotę na blogu, a po drugie- jeszcze zupełnie nie ogarniam blogspota ;)

3. W jaki sposób próbujesz wypromować siebie w sieci oraz swojego bloga?
Jedynie przez facebooka ;) Gdy napiszę recenzję wstawiam link na tablicę fp danej marki ;) Spamu nie lubię, więc unikam jakiegoś usilnego reklamowania. 
4. Wolisz posty o modzie, kosmetykach, jedzeniu czy "misz masz" tematów?
Sama prowadzę bloga o kosmetykach, ale najbardziej lubię wpisy w stylu lifestyle ;) Być może dlatego, że na innych blogach często pojawia się czysta obłuda. Ostatnio mnóstwo razy trafiałam na blogi szafiarek, których stylizacje są po prostu okropne, a pod spodem można znaleźć dziesiątki komentarzy pełnych zachwytu, bo każdemu chodzi tylko o to aby autor wpisu skomentował jego bloga. 

5.Jakie firmy odzieżowe są Twoimi faworytami?
Bardzo lubię markę Zara. Często odwiedzam też Mohito, Stradivariusa i Bershke.  

6. Kupujesz ubrania w second handach? Jeśli tak to lubisz sama je przerabiać?
Nigdy nie kupiłam nic w sh. Jakoś nie zdarzyło się abym w ogóle kiedykolwiek odwiedziła sklep tego typu. 

7.Starasz się podążać za "modowymi nowinaki"?
Czasem ciężko za nimi nie podążać gdy w sklepach królują ubrania w jeden deseń ;) Inna sprawa jest z makijażem, tutaj kieruję się tylko i wyłącznie własnym gustem.
8. Skąd czerpiesz inspiracje?
Przeglądam różne gazety na temat mody, ale jakoś nie czuję się nimi zainspirowana ;) Częściej wypatrzę coś ciekawego czytając blogi ;)
9. Jakie strony internetowe odwiedzasz aby być stale poinformowana o nowościach?
Jeśli chodzi o nowości ciuchowe, to na iphona ściągnęłam mnóstwo aplikacji z różnych sklepów i bardzo często przeglądam kategorię "just arrived" ;) W wyborze kosmetyków bardzo pomocny jest dla mnie wizaż.pl ;)

10. Masz swoją ulubioną blogerkę? Jeśli tak podaj link do jej bloga.
Tak i jest to RoseMary z którą utrzymywałam kontakt jeszcze pisząc na pingerze. Była pierwszą osobą, która dodała mojego bloga do obserwowanych. Niestety obecnie zaniedbała bloga, gdyż zajęta jest przygotowaniami do ślubu (czego jeszcze raz szczerze Ci gratuluję! ;*). 

11.Co byś zmieniła w moim blogu? :)
Chyba nic ;) Pamiętam, że jak pierwszy raz zajrzałam na Twojego bloga, to od razu zauważyłam przepiękny nagłówek. Do tej pory niesamowicie mi się podoba.
~*~
A o to blogi, które zapraszam do zabawy:


 Oraz moje pytania:
1. Jak długo prowadzisz bloga?
2. Czego nigdy nie może zabraknąć w Twojej torebce?
3. Jak jest Twój ulubiony kosmetyk?
4.  Jaki jest Twój ulubiony wiosenny ciuch?
5. Czy masz jakieś ulubione internetowe sklepy?  
6. Co denerwuje Cię w innych blogerkach?
7. Myślałaś nad założeniem vloga? Jeśli już masz, to podaj link do swojego kanału
8. Jakie są Twoje ulubione perfumy?
9. Czy masz już listę wiosennych must-have?
10. Czy czasem zazdrościsz czegoś innym blogerkom?
11. Piszesz bloga wyłącznie dla rozrywki czy może masz nadzieję na współpracę z jakimiś firmami?
~*~ 

Koniecznie powiadomcie mnie jak tylko odpowiecie na pytania!

x.o.x.o.,
agu
 

poniedziałek, 25 marca 2013

ShinyBox marzec 2013

Dzisiaj po powrocie z zajęć czekała na mnie miła niespodzianka. Kolejne pudełeczko ShinyBox! ;) Przyznaję, że tego wyjątkowo oczekiwałam, mimo że poprzednie edycje niestety mnie zawiodły. Tym razem jestem zadowolona. Zespół SB tym razem słusznie zapowiadał świetne pudełko z bogatą kolorówką.



W tej marcowym ShinyBox pojawiło się pięć produktów i aż cztery z nich są pełnowymiarowe.

1.Pierwszy na liście znalazł się lakier do paznokci z OPI. Mi trafił się kolor fioletowy z delikatną ciemno różową mgiełką. Podoba mi się i bardzo chętnie przetestuję. Pojemność to jedyne 3,75 ml, ale ja nigdy nie dokańczam lakierów, więc takie maleństwo dobrze się u mnie sprawdzi.

2. Potrójna pomadka "Triple Core Trend Edition" z Oriflame. I dla mnie to jest największy hit tego pudełka. Trafił mi się odcień Fashionista Pink czyli ciemna malina, świetnie czuje się w tym kolorze. Już niestety widzę, że trwałość jest bardzo słaba, ale i tak zużyję z przyjemnością choćbym miała robić poprawki co chwilę ;)



3. Cień Color Tattoo 24HR o odcieniu "45. Infinite White". Posiadam już taki cień, ale fioletowy. Niestety nie sprawdził się u mnie do malowania całej powieki, ale zawsze można wymyślić inne zastosowanie ;)



4. Maseczka do twarzy Pure Nature z Oriflame. Zobaczymy jak się spisze ;)


5. Masło do ciała Dermo System firmy Delia. Na początku bardzo się ucieszyłam, bo akurat niedawno skończyło mi się moje masełko z The Body Shop. Niestety w składzie dostrzegłam paraben, więc mój zachwyt trochę osłabł...



Dodatkowo załapałam się do 140 osób, którym dodano produkt ekstra ;) W moim pudełeczku znalazłam kredkę Soft Kohl Kajal Eye Pencil od Rimmel w odcieniu "Jet Black". Czarnych kredek nigdy za dużo.



Jestem wyjątkowo zadowolona z tego pudełeczka i już nie mogę się doczekać początków testowania tych kosmetyków ;)

Wybaczcie jakość zdjęć, ale notatka powstawała w pośpiechu ;)

x.o.x.o.,
agu

sobota, 23 marca 2013

"tylko miesiąc?!"


Wczoraj zaliczyłam kubeł z zimną wodą.

Zapisywałam sobie w kalendarzu poszczególne poprawy gdy nagle zdałam sobie sprawę, że został mi jeszcze jakiś miesiąc szkoły, zaraz potem matura, a ja jestem w... lesie ;p Kilku nauczycieli zawzięło się i chcą pozałatwiać wszystkie sprawy z ocenami jeszcze w tym miesiącu, aby kwiecień przeznaczyć na naukę z osobami, które zdają z ich przedmiotów. Także w poniedziałek czeka mnie odpowiedź z wosu, sprawdzian z angola, oddanie ćwiczeń z historii i prawdopodobnie kartkówka z matmy. Zaczęło mi w końcu zależeć, zdałam sobie sprawę, że za bardzo sobie olałam niektóre przedmioty.Mam jeszcze szansę na wyciągnięcie i postaram się ją wykorzystać. Wczoraj i dzisiaj cały dzień spędziłam na nauce, na jutro zostawiłam sobie dwie sprawy, jedną banalną i drugą ciężką. Może się uda, przynajmniej taką mam nadzieję. Jestem z siebie dumna, bo ćwiczenia z historii mogłam przepisać od koleżanki, ale zauważyłam kilka poważnych błędów i zaczęłam wszystko robić od początku sama.



Jutro w końcu toyotka idzie do mechanika i odzyskam samochód. Przyczepienie przedniego zderzaka nie powinno zająć dużo czasu. Wciąż mam do siebie cholerne pretensje o ten wypadek... Wyjeżdżałam spod domu i widziałam tego tira, cały czas pamiętam, że pomyślałam sobie radośnie "poczekam i przepuszczę go", ale zmieniłam zdanie widząc jak jest daleko. Jednak trzeba się trzymać intuicji. Wkurza mnie, że zawaliły się, wszystkie starania mające na celu przekonanie ludzi, że jestem całkiem dobrym kierowcą. Żeby chociaż to było z mojej winy. Nikt nie widział poślizgu w jaki wpadł tir, ale za to już tłum ludzi widział rozwalony samochód. I dobrze wiem co każdy myśli. Pewność dał mi Tomas, który od razu spytał ile jechałam. Nikt mi nie wierzy. Najłatwiej zwalić wszystko na początkującego kierowcę. Właściwie chyba tylko mój tata mi uwierzył, przyjechał zaraz po wypadku i jeszcze widział wszystkie ślady. Zastanawia mnie jakim dupkiem musiał być kierowca tego tira, że widział wszystko, miał świadomość co zrobił i odjechał.

Dzisiejszy wpis jest beznadziejny, ale jestem po prostu wykończona. Na jakoś recenzje będę pewnie miała czas dopiero w poniedziałek. Mam nadzieję, że wtedy dojdzie też marcowy ShinyBox. W końcu zapowiada się jakieś porządniejsze pudełko, bo te ostatnie mnie wkurzały. Kolorówka była beznadziejna. Podobno 140 osób, które złożyły zamówienie jako pierwsze dostaną dodatkowy produkt w prezencie. Ciekawe czy znajdę go u siebie, niby mam pakiet, więc powinnam być właśnie na początku kolejki, ale wiadomo jak jest czasem z uczciwością przy takich konkursach.

A Wy kolekcjonujecie ShinyBox lub GlossyBox? ;)


Przyłapana na robieniu fotki na instagrama ;)

x.o.x.o.,
agu  

PS. Cholera jasna...Ja za miesiąc kończę szkołę... Już nigdy nie będę "uczennicą"...

czwartek, 21 marca 2013

Recenzja: Sephora, Touche Lumiere Lissante [Smoothing & Brightening Concelear] (Korektor wygładzający)


Długi czas szukałam korektora, który poradziłby sobie z moimi okropnymi sińcami pod oczami. Cały czas trafiałam na kosmetyki, które miały słabe krycie, wchodziły w zmarszczki pod oczami, szybko znikały itd. . Na ten korektor Touche Lumiere Lissante trafiłam przypadkiem. Nie przeglądałam recenzji przed zakupem, tak jak zawsze to robię, po prostu podeszłam do wystawy kosmetyków z Sephory i kupiłam go w ślepo.

Cena: 59 zł 
Dostępność: Sephora



Już na samym początku pisania recenzji pojawiać się zaczęły małe problemy. Na opakowaniu nie można znaleźć składu kosmetyku oraz jego wagi w naszych jednostkach (ale o ile dobrze liczę, to 0.11 fl.oz to jakieś 3,3 ml). Brak jakichkolwiek informacji po polsku już tak bardzo mnie nie dziwi, jest to już trochę denerwująca norma tycząca się kosmetyków z wyższej półki. Napisałam do fp Sephory na fb i czekam, może uda mi się opublikować dla Was ten tajemniczy skład korektora ;)

EDIT (29 marca): Otrzymałam wiadomość od Sephory. 
Skład:  Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Phenyl Trimethicone, Titanium Dioxide, Sodium Citrate, Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Mica,Cera Alba (Beeswax), Polyglyceryl-4 Oleate, Polyglyceryl-3 Oleate, Aluminum Hydroxide, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Silica, Potassium Sorbate, Stearic Acid, Caffeine, Escin, Hydrogen Dimethicone, Sodium Dehydroacetate, Methicone, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Oleate, Glyceryl Stearate, Citric Acid. (+/-) : Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77492 (Iron Oxide),Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77499 (Iron Oxide), Ci 75470 (Carmine).



Sposób nakładania wymaga pewnej wprawy. Aby wydobyć kosmetyk należy pokręcić górną częścią obudowy, a wtedy korektor wypływa nam przez pędzelek. Jednak trzeba pamiętać, że część kosmetyku lubi wypłynąć z pewnym opóźnieniem, więc często zdarza się, iż wydobędziemy go za dużo. Minusem opakowania jest również jego całkowita osłona przez którą nie widzimy ile kosmetyku jeszcze zostało. Chociaż muszę zauważyć, że jest bardzo wydajny, bo posiadam go już kilka miesięcy i wciąż wydaje mi się, że jest go tam jeszcze sporo.

Posiadam odcień 02. clair/ light i z tego co wyczytałam jest to odcień, który najlepiej sprawdzi się u dziewczyn z sińcami pod oczami. Kolor to jasny beż, który nie do końca pokrywa sine ślady, ale tak pięknie je rozświetla, że efekt jest jeszcze lepszy niż gdyby kompletnie je zatuszować. U mnie na twarzy wytrzymuje całkiem długo, ale zawsze utrwalam go pudrem. Może delikatnie wchodzić w zmarszczki pod oczami, ale wtedy wystarczy delikatnie ponownie go wklepać. Trochę inaczej sprawa ma się jeśli chodzi o zakrycie wyprysków, pękniętych naczynek itp. Tym korektorem nie zatuszujecie ich do końca, jest to raczej naturalne i delikatne zatuszowanie, które mi się podoba, bo często kompletne pokrycie niedoskonałości nie wygląda dobrze.
Na ten kosmetyk mam również swój patent: rozświetlam nim łuk brwiowy i chyba nie spotkałam jeszcze produktu, który tak świetnie by się do tego nadawał.
Korektor nadaje cerze świeży wygląd, cera wygląda na wypoczętą i rozświetloną.

Ten korektor mogę polecić dziewczynom o dosyć jasnej karnacji, które liczą na delikatny i naturalny look. Ja na pewno jeszcze go kupię.

x.o.x.o.,
agu

środa, 20 marca 2013

Recenzja: Bourjois, Delice de Poudre, Bronzing Powder (Puder brązujący prasowany) czyli pachnące cudeńko w mojej kosmetyczce


Od zawsze kobiety zwracały dużą uwagę na szczegóły. Dzisiaj można to zauważyć nawet w naszych kosmetyczkach. Uwielbiam ładne opakowania, które przywodzą namyśl świecidełka. Jednak kobiety są nie tylko wzrokowcami. Bourjois postanowiło wypuścić kosmetyk, który uderzy w nasze inny zmysł. I tak powstał bronzer Delice de Poudre, którego motywem przewodnim jest czekolada. 

Cena: 59,90zł / 16,5 g
Dostępność: Rossmann


  
Bronzer od Bourjois dostępny jest w dwóch odcieniach : jaśniejszym nr 51 "Peaux claires/médianes" i ciemniejszym nr 52 "Peaux mates/hâlées".  Niestety w moim Rossmannie był tylko ten drugi i mimo bladej cery zdecydowałam się na niego. Wydawało mi się, że opakowanie jest niezbyt solidne i tu czekał mnie pierwszy plus. Pomimo upływających miesięcy obudowa wciąż jest w nienaruszonym stanie, nawet rogi się nie pozacierały. Drugim atutem jest przecudowny zapach mlecznej czekolady! W dzień zakupu nie mogłam przestać wąchać tego bronzera. Na dodatek faktura tego kosmetyku przypomina kostki czekolady. Minusem opakowania jest brak lusterka i pędzelka, które w dzisiejszych czasach wydają się być już pewnym standardem. Puder brązujący jest niesamowicie wydajny, posiadam go od kilku miesięcy i używam prawie co dziennie, a zużycie jest minimalne.


Niestety kolorystyka nie do końca mi pasuje. Odcień 52 jest trochę za ciemny, szczególnie zimą, gdy moja skóra jest jeszcze bardziej blada. Jednak i na to znalazłam sposób. Nakładam bronzer niezbyt gęstym pędzlem, który nabiera małą ilość kosmetyku i wtedy jest idealnie. I właśnie jeśli chodzi o nakładanie, to trzeba wykazać się pewnymi umiejętnościami lub dobrym pędzlem. Efekt da się stopniować od delikatnego po bardzo wyraźny, zależnie od potrzeby. Rozświetlające drobinki są ledwo widoczne na skórze, dają naturalny rezultat oraz sprawiają, iż twarz nie wygląda ciężko. Puder nieodpowiednio nałożony pozostawi brązowe plamy na skórze przypominające skorupę, podobny wynik może wystąpić przy cerze tłustej. Trwałość dla mnie jak najbardziej na plus, wytrzymuje ok. 6 godzin, ale to też zależy od skóry. Jeśli masz już pewne doświadczenie w konturowaniu twarzy i szukasz kosmetyku do co dziennego użytku, to szczerze mogę polecić puder Bourjois "Delice de Poudre". 

Czytałam również o rozświetlaczu "Delice de Poudre", chętnie bym przetestowała, ale niestety nie mogę go znaleźć w żadnym Rossmannie. Macie informacje czy wciąż można go kupić? Może został wycofany?


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ta pogoda mnie wymęczy! Już dosyć mam  tych wszystkich sweterków, kozaków i kurtek.
Tęsknie zerkam na letnie ciuchy :(








x.o.x.o.,
agu

wtorek, 19 marca 2013

Recenzja Benefit - They're Real Mascara




Osoby, które przeglądały lub czytały naszego starego bloga, na pewno zauważyły, że mam wielką słabość do marki Benefit. Uwielbiam ich róże, błyszczyki, korektory, pudry i rozświetlacze. Byłam pewna, że tusze do rzęs na pewno też mi przypadną do gustu. Przejrzałam ofertę i wybrałam maskarę "They're Real" . Można znaleźć wiele recenzji zagranicznych blogerek, które wychwalają ten kosmetyk pod niebiosa. Może z moim rzęsami jest coś nie tak, może jestem zbyt wybredna, ale moje odczucia są mieszane.

Cena: 8,5 g / 95 zł
Dostępność: Sephora







Szczoteczka wygląda bardzo zachęcająco - ma dużo włosków o różnych długościach i wydaje się nabierać odpowiednią ilość tuszu. Podobno ta maskara ma dać niesamowity i "dramatyczny" efekt. Dla mnie niestety dramat zaczął się już podczas malowania rzęs. Na samym początku tusz był o wiele za rzadki, okropnie zlepiał rzęsy i nie nadawał się do niczego. Dodatkowo na samym czubku szczoteczki jest kilka zbyt długich włosków (zapewne wada podczas produkcji, albo ktoś wymyślił taki niezbyt udany patent na umalowanie krótkich rzęs w kącikach oczu), które cały czas podrażniały mi oczy. Prawie każda próba pomalowania oczu kończyła się płaczem.Pomyślałam, że może to jest jeden z tych tuszy, które trzeba zostawić na jakiś czas aby zgęstniał.

Po pewnym czasie znowu zaczęłam używać They're Real i było już troszeczkę lepiej. Rzęsy są znacząco wydłużone i fajnie pogrubione. Jednak nie jest to tak teatralny efekt jaki obiecuje producent. Mi raczej wydaje się naturalny, być może z powodu mało intensywnej czerni, która bardziej przypomina grafit. Na zdjęciach widać, że może sklejać rzęsy i pozostawiać na nich grudki tuszu. Dodatkowo tuż po nałożeniu miałam nieprzyjemnie podrażnione oczy.
Nie sądzę abym jeszcze kiedyś kupiła tę maskarę.

Jedna warstwa:



Dwie warstwy:

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Czy ta zima kiedyś się skończy? Już śnieg zaczął topnieć, a tu od nowa zamieć! No ile można... Tęsknie już za spódniczkami, bluzkami na ramiączka i sukienkami...Gdzie te obiecywane +15 stopni? 

 

x.o.x.o.,
agu

poniedziałek, 18 marca 2013

Recenzja L'Occitane - wyciąg z masła Shea




Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzje pewnego cudownego kosmetyku. Na stronie L'Occitane figuruje jako Czysty organiczny certyfikowany wyciąg z masła Shea, ale na opakowaniu widnieje jedynie "czysty wyciąg shea"
Cena : 150 ml/139 zł
Dostępność: L'Occitane oraz pl.loccitane.com



Ostatnimi czasy jest to mój ulubiony kosmetyk do pielęgnacji ciała oraz twarzy. Ma jednak bardzo szeroką gamę zastosowań m.in. smarowanie klatki podczas przeziębienia dla rozluźnienia płuc, aplikacja na rany aby uniknąć powstawania blizn itp. (całość na http://pl.loccitane.com/50-sposob%C3%B3w-u%C5%BCycia-czystego-wyci%C4%85gu-z-mas%C5%82a-shea,36,2,21036,200856.html). Bardzo podoba mi się, iż w skład tego produktu nie wchodzi żadna chemia.

  
Butyrospermum parkii czyli potocznie masło shea. W czystej postaci może sprzyjać powstawaniu zaskórników, zależy od cery, wiadomo, że każda skóra inaczej reaguje. Tworzy na skórze film, który zapobiega odparowywaniu wody, zmiękcza oraz wygładza. 
Tocopherol czyli po prostu witamina E (po co ludzie tak utrudniają sobie życie? ;p). Hamuje proces starzenia się skóry wywołany promieniami UV oraz dymem papierosowym. Wzmiacnia barierę naskórkową, dzięki czemu chemia ciężej wnika w jej głąb. 

Wiem, że sporo osób ma problemy z odczytywaniem składów chemicznych oraz ich interpretacją, więc sama dodam pewne spostrzeżenie. Masło Shea w czystej postać może tworzyć zaskórniki, ale tutaj została dodana witamina E, która ma właściwości przeciwzapalne. Piękne rozwiązanie ze strony L'Occitane.


Używam tego kosmetyku głównie do pielęgnacji twarzy. Ma bardzo zbitą konsystencje, trochę ciężko się nakłada, tworzy na twarzy tłustą warstwę, która po pewnym czasie ładnie się wchłania. Stosuję go tylko na noc, gdyż rano nie mam czasu czekać aż się wchłonie. Przyznaję otwarcie, że jestem nim zachwycona! Miałam ogromne problemy z cerą po pewnym kremie, leczyłam się ponad pół roku, ale na czole wciąż pojawiały się nowe wypryski, a po wyleczonych pozostawały przebarwienia. Odkąd używam tego kremu stan mojej skóry uległ ogromnej poprawie. Wszystkie wypryski zostały wyleczone (przez pewien czas powróciły, ale z winy złego kremu na dzień), przebarwień jest coraz mniej, skóra wygląda na o wiele zdrowszą, jędrniejszą i wypoczętą. Niespodziewanym plusem było w dużym stopniu wyleczenie pękniętego naczynka pod okiem, które mam już od podstawówki i nic nie pomagało. Masło ma ledwo wyczuwalny zapach. 

Jeśli chodzi o pięlęgnacje ciała, to raczej polecam nakładanie tylko na konkretne miejsca np. wyjątkowo przesuszone. Nałożenie na całe ciało zajmuje zbyt wiele czasu i wysiłku. Tutaj również muszę pochwalić jego lecznicze działanie. Na udach mam bardzo cienkie włoski, które nie są w stanie przebić się przez skórę, powoduje to zapalenie torebki włoski i objawia się jako czerwone krostki. Latem jest to wyjątkowo uciążliwe, po prostu wstyd było odsłonić takie nogi. Pomogło mi na to dopiero te masło. Stosuję je regularnie i już rzadko kiedy pojawi się jakieś zapalenie. Jestem zachwycona.

Byłam szczerze zdziwiona, gdy na wizażu zobaczyłam słabą ocenę tego produktu, jednak szybko znalazłam rozwiązanie. Wiele dziewczyn kupiło 8 ml miniaturkę i stosowało ją na usta. Nawet nie chcę myśleć jak trudno musi być wybierać kosmetyk o tak zbitej konsystencji z malutkiego opakowania. Kilka razy nałożyłam masło na usta aby zobaczyć jak działa.  Na wargach zdecydowanie widać białą warstwę, która podkreśla suche skórki. Wydaje się szybko znikać z ust, ale po dłuższym czasie regularnego stosowania zapobiega wysuszaniu

 Przy stosowaniu jak wyżej kosmetyk jest bardzo wydajny.


Szczerze mogę polecić ten produkt! ;)



<a href="http://www.bloglovin.com/blog/5984177/?claim=z76drqy6fm6">Follow my blog with Bloglovin</a>



x.o.x.o.,
agu

niedziela, 17 marca 2013

ulubione zapachy: Kenzo, Viktor&Rolf, Versace i Guerlain

Ten wpis miał się pojawić dzisiaj na pingerze i to właśnie problemy z jego dodaniem sprawiły, że przenieśliśmy się tutaj ;)

Przygotowałam dla Was cztery flakoniki perfum. Są to moje ulubione zapachy i koniecznie chcę się nimi z Wami podzielić. 

 Kenzo - Madly



Nuta głowy - Gruszka, liczi
Nuta serca - Heliotrop, jaśmin
Nuta głębi - Drzewo cedrowe, piżmo

O tych perfumach ciężko jest znaleźć jakiekolwiek informacje. Wyszły w sierpniu 2012 roku i nie wywołały zbytniej euforii. Trafiłam na nie tylko dzięki próbce otrzymanej w Sephorze. Buteleczka ma przypominać skrzydła motyla- szczerze mówiąc, to nie widzę powiązania ;p
Dla mnie zapach idealny na lato: słodki, ale dzięki owocom świeży, z zadziorną i elektryzującą nutą. Wytrzymałość średnia, ale oczywiście ciężko to ustalić, szczególnie mi, gdyż wyjątkowo szybko przyzwyczajam się do zapachów. 

Cena: 30 ml/ 205 zł
Dostępność: Sephora




 Viktor&Rolf - FlowerBomb

Nuty głowy: herbata i bergamotka.
Nuty środkowe: arabski jaśmin, orchidea, frezja, róża.
Nuty bazy: paczula
Obecnie mój ulubiony zapach. Flakonik ma przypominać oszlifowany diament, czyli już od początku wiadomo, że te perfumy miały być luksusowe.
Zapach bardzo słodki i pudrowy, delikatnie duszący i ma taką tajemniczą nutę jaką obiecuje nam producent. Wytrzymuje długie godziny, ale o dziwo jest mało wydajny. Dla mnie zapach zdecydowanie wiosenny. 

Cena: 30 ml/ 199 zł
Dostępność : Sephora


Versace - Bright Crystal


Nuty głowy: granat, yuzu
Nuty serca: magnolia, piwonia, lotos
Nuty bazy: ambra, piżmo

Zdecydowanie perełka! Jak widać tych perfum została mi już tylko odrobina. Producentom często nie udaje się stworzyć zapachu, który będzie jednocześnie słodki i elegancki, Versace spełniło te wymagania. Buteleczka jest bardzo ekskluzywna, ale jednocześnie nie przesadzona, podobnie jest z zapachem.

Cena: 30 ml/ 170 zł
Dostępność: Sephora




Guerlain -  La Petite Robe Noir, 
czyli "mała czarna od Guerlain


Nuty: lukrecja, anyż, wiśnie, porzeczki, róża, bergamota, migdały, bób tonka, herbata, paczula, irys, wanilia
Dużo się dzieje w tym zapachu i pewnie dlatego wielu osobom nie przypadł do gustu. Jeśli nie lubisz słodkich i ciężkich zapachów, to małą czarną omijaj szerokim łukiem. Ja te perfumy uwielbiam. Dają gęsty i mocny zapach na który ciężko nie zwrócić uwagi, są wręcz uderzająco słodkie z zadziorną nutą. Wystarczy jedno pryśnięcie aby zapach był bardzo dobrze wyczuwalny, łatwo z nimi przesadzić.Wytrzymałość jest świetna, nawet do 12 godzin albo i dłużej.
Z uwagi na to, że zapach ciężki i mocny, to raczej polecam na zimę.
Cena : 50 ml/ 250 zł
Dostępność : Douglas
 

Jak widać większość moich zapachów to małe 30 ml flakoniki, ale muszę się przyznać, że bardzo szybko się nimi nudzę i lubię je dobierać do pory roku, nastroju, pogody itd. Jedynie Guerlain spełnił moje wymagania na tyle, że zaryzykowałam 50 ml opakowanie jednak jest to bardzo ciekawy zapach i na początku lepiej zakręcić się wokół próbki, a FlowerBomb kusi aby kupić jeszcze jedną buteleczkę.
x.o.x.o.,
agu

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...